czwartek, 17 czerwca 2010

Mamy nowego wolontariusza

Z Francji. Na ten sam projekt, na którym jest John, czyli do pracy z niepełnosprawnymi dziećmi.
Ne zboruva makedonski, oczywiście, ale też nie mówi po angielsku. Mówi tylko po francusku. Byłam pierwszą osobą, która się zżymała ??. No bo jak to: pojechać do obcego kraju nie znając angielskiego, który, jak wiadomo, w dzisiejszych czasach funkcjonuje jako lingua franca. Chyba bym się nie odważyła. Z drugiej strony jednak jadąc na EVS nie jest konieczna znajomość angielskiego, to prawda. Ale: dla własnego bezpieczeństwa, pewności, spokoju ducha... Co prawda jego projekt nie wymaga znajomości angielskiego – dzieciaki w Porace mówią głównie po albańsku i macedońsku (niektórzy znają na przykład trochę hiszpański). Niemniej: jak tu się komunikować z mentorem? Z organizacją? Załatwiać sprawy, które trzeba załatwić, co do których trzeba być pewnym, że jest się dobrze zrozumianym?
Nikt z nas tutaj nie zna francuskiego. Marta – w ogóle. Bile potrafi powiedzieć 'merci beaucoup' (dziękuję bardzo) – miała francuski w szkole, ale się go nie uczyła. Podobnie John (z którym Julien? Będzie (a w zasadzie już) mieszka. Laura twierdzi, że rozumie trochę, jeśli się mówi wolno i potrafi coś powiedzieć, ale, jak twierdzi, pamięta troszkę słów, ale ma problem z poskładaniem zdania. Ja – zafascynowana francuskim w szkole średniej – uczyłam się go namiętnie, jeszcze dopingowana przez Dorotę, koleżankę z klasy, która obecnie jest po romanistyce. Ale... to było 10 lat temu... Ja, John i Laura staramy się, ale pierwsze słowa, jakie przychodzą nam do głowy, kiedy chcemy coś powiedzieć po francusku, to słowa macedońskie. U mnie podobnie było z litewskim – za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć słów, bo na bieżąco miałam język macedoński i i do głowy przychodziły mi tylko słowa macedońskie. Ostatnio po francusku rozmawiałam z AXĄ (francuska firma, która mnie ubezpiecza). Zdążylam w sumie powiedzieć „Bonjour” i „Je suis EVS voluntaire” i kobieta po drugiej stronie linii powiedziała „Hello” (czyli że przechodzimy na angielski). A przedostatnio po francusku mówiłam do wolontariuszy ze Skopje – i to też raczej pojedyncze zdania, nad którymi bardzo długo myślałam.
Chcemy się z nim komunikować, ale mieszamy angielski z francuskim i macedońskim (którym posługujemy sie też między sobą, poza angielskim)
Julien przyjechał ze słownikiem francusko-angielskim i angielsko-francuskim (i chwała Bogu). W sumie na razie wyszło na to, że najszybciej ja potrafię sklecić jakieś zdanie po francusku. Sprawdzam słowa w jego słowniku, zapisuję. Mam chyba też najwięcej chęci (na przykład do ciągłego wertowania słownika) i cierpliwości, żeby to robić (i mam z tego satysfakcję), albo raczej czuję, że trzeba? Nie pamiętam odmiany czasowników. Nie pamiętam czasów. Przypominam sobie imparfait, o przyszłym nawet nie marzę – kiedy mam powiedzieć coś o przyszłości, mówię zdanie w czasie teraźniejszym i dodaję słowo „future”. Chciałabym móc tłumaczyć o czym mówimy, ale kiedy staram się coś przetłumaczyć w myślach na francuski, temat już jest zamknięty, to znaczy rozmawiamy o czymś innym i już jesteśmy tak daleko w tym innym temacie, że nie ma sensu wracać do poprzedniego.
John jest trochę przestraszony. Będzie mu ciężko.
Całe to językowe doświadczenie jest dla mnie z jednej strony ciekawe, z drugiej – satysfakcjonujące – przypominam sobie język, którym nie posługiwałam się latami, z trzeciej – bardzo męczące.
Julien nie zna czasów angielskich. Zna tylko podstawowe zwroty (dosłownie: podstawowe, co oznacza, że na przykład nie wie, co znaczy „to try” - spróbować, „should” - powinien, „buy” - kupować itd.). Jeszcze też nie wszyscy pamiętamy, że żeby on coś zrozumiał po angielsku, nawet jeśli zna słowa, których używamy w danej sentencji, musimy mówić wolno. Nie tak jak dotychczas między sobą. Myślę, że bardzo chcemy, żeby nie czuł się obco, żeby wiedział, że nie jest sam, żeby jak najszybciej poczuł się częścią naszej małej społeczności, więc mówimy do niego – chcemy mu powiedzieć bardzo dużo. Ale w tym momencie po prostu nie da się tego zrobić, nie da się mu przekazać naszych zabawnych historii, doświadczeń, nie da się go wciągnąć w nasze życie tutaj zbyt głęboko w sposób werbalny – sposób może nie najlepszy, ale na pewno najszybszy z możliwych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz